Wprowadzeni
Z samego ranka, ojciec wysłał mnie na pustkowia – myślałem, że chciał się tylko mnie pozbyć. Aczkolwiek, nie interesowało mnie dlaczego, ponieważ spędziłem tam każdy nudny dzień w moim nudnym życiu. Rolnictwo i nic tylko rolnictwo...nie mogłem tego nawet nazwać życiem, bo nie miałem nic do gadania, wszystko było podporządkowane pod rytm dnia zwierząt. Ale za to na zewnątrz... Kiedy opuściłem nasz mały domek (w sumie, raczej chatę), poczułem się fantastycznie. Przez te cenne godziny czułem się wolny, chciałem biegać całymi godzinami, albo latać jak ptak, wysoko, ponad piaszczystą powierzchnią pustyni. Czasem zastanawiałem się czy tam, na zewnątrz, naprawdę na zewnątrz świat jest taki wymagający. Częściej i częściej, moja wyobraźnia wybiegała daleko poza to, co można nazwać racjonalnym. Może jest pełno miast z dala od tego miejsca...Tam muszą być miasta! Słyszałem kiedyś coś o kupcu, niestety większość dorosłych (ci, którzy rządzili moim mizernym życiem) nie chcieli mi nic na ten temat powiedzieć
Niezależnie od tego ile i marzyłem, nadszedł czas powrotu do wioski. Zazwyczaj nie śpieszę się, ale dzisiaj mieliśmy mieć małe święto. Ognisko, a może nawet i brahmin. Byłem już prawie na miejscu. Zobaczyłem z oddali dym i poczułem zapach smażonego mięsa. Ale ten zapach był inny – to było inne palone mięso. Usłyszałem krzyki mojego brata. Domyśliłem się jednak, że nie jest to część obchodów, o ile moja rodzina nie przeszła na kanibalizm w ciągu jednego dnia. Jakkolwiek nienawidziłem mojego brata, teraz biegłem tak szybko jak tylko mogłem, żeby mu pomóc. Zwątpiłem...zwątpiłem, czy uda mi się dotrzeć tam, na tyle szybko, aby uratować moja rodzinę, wszystko co miałem. Moje serce mówiło mi, żebym biegł, mój rozsądek zaś, żeby się zatrzymał. Jest za późno! To dlatego mój ojciec nie chciał, żebym został! Myślałem, że mnie nienawidzi, ale teraz ujrzałem jak bardzo mnie kochał.
Niewielu ludzi jest na tyle 'szczęśliwych', aby stracić żonę i tego samego dnia ujrzeć swojego ojca martwego, strawionego przez ogień tak, że prawie nie dało się go rozpoznać. W pierwszej chwili, chciałem się zabić. Jedna, pojedyncza kula rozwiązałaby wszystkie moje problemy. Niestety, w pobliżu nie było ani jednej strzelby. Może to był właśnie prawdziwy powód, dla którego stanąłem na przed znakiem wskazującym Chewelah. Pięćdziesiąt mil życia i śmierci są pomiędzy mną a najbliższym miastem. Oczywiście, czasem samobójstwo wymaga bycia naprawdę twardym i zdecydowanym człowiekiem i zazwyczaj ludzie wolą przemykać się przez swoje życie. Jestem jednym z tych tchórzy. Któż wie co jest lepsze? Jedyną rzeczą, którą wiem na pewno, jest to, że moje życie uległo zmianie...Nie dokładnie w sposób w jaki to sobie wyobrażałem, ale zmieniło się i teraz już nie mogę zawrócić...


